„Kiedy moje dzieci były jeszcze małe, chciałem dać im coś innego niż te wszystkie głupoty, które serwowała wtedy telewizja...” – wywiad z Albertem Barilé, twórcą popularnych na całym świecie animacji z serii "Było sobie..."
Grzegorz Gocel: W Polsce największą popularnością cieszyły się Pańskie serie „Był sobie człowiek” i „Było sobie życie”. W latach 80. i 90. stanowiły one swego rodzaju rewolucję edukacyjną. Kto lub co zainspirowało Pana do stworzenia animacji, które łączą w sobie naukę i zabawę? Albert Barillé: Zajmuję się z zawodu produkcją i dystrybucją filmów. Kiedy moje dzieci były jeszcze małe, chciałem dać im coś innego niż te wszystkie głupoty, które serwowała wtedy telewizja. A oglądały one telewizję godzinami, tracąc tylko czas. To właśnie wtedy pojawił się pomysł stworzenia serii rozrywkowo-edukacyjnej. O kim (o jakim widzu) myślał Pan tworząc te animacje? O dzieciach, o młodzieży, czy raczej o dorosłych? Chciałem, żeby – jeśli to możliwe – przed telewizorem zbierały się całe rodziny, rodzice i dzieci, jak przy ogniu kominka. Chciałem, żeby jedni pytali drugich: czy to prawda? czy to nie żart? Bo chociaż w tych filmach pojawiają się czasami różne dziwne sytuacje, to jednak wszystkie pokazywane tam fakty są autentyczne.
Jest Pan twórcą i wykonawcą wszystkich sześciu serii „Było sobie...”. Czy jest Pan również autorem scenariuszy do nich? Kto Panu w tym pomagał? Czy jest pan naukowcem (historykiem, anatomem), czy raczej grafikiem, rysownikiem? Wszystkie scenariusze animacji z serii „Było sobie...” napisałem ja. To blisko 20 lat mojej pracy. Również ja, osobiście, kierowałem całym zespołem współpracowników – artystów, rysowników, dekoratorów, aktorów, techników itd. Ja rysuję bardzo słabo, chociaż co do postaci miałem bardzo wyraźną wizję. Tak więc oprócz tego elementu jestem człowiekiem-orkiestrą dla swoich animacji. Nie jestem historykiem, ani anatomem – wystarcza pasja tworzenia i trochę czasu. Z której serii jest Pan najbardziej zadowolony? Nie mam żadnych preferencji. Wszystkie serie to moje dzieci. Publiczność najmniej polubiła serię „Był sobie kosmos”. Zawarta jest w niej jednak bardzo ważna (to nie ja jestem autorem tej opinii) myśl filozoficzna i ważne ostrzeżenie przed mechanizacją, która grozi naszemu światu. Inni nie za bardzo polubili serię „Były sobie Ameryki”. Trudno. Ja w dalszym ciągu uważam, że wyprawa Cortésa do Meksyku stanowi jeden z najbardziej niezwykłych rozdziałów historii. W jaki sposób odbierane były we Francji animacje z serii „Było sobie...” wówczas, gdy powstawały i jak są one odbierane dzisiaj? Czy są one w dalszym ciągu popularne wśród młodych Francuzów? Jaki był na początku odbiór moich serii przez właścicieli stacji telewizyjnych? Zły. „Ależ dla kogo chce Pan to robić? Przecież to nie zainteresuje ani dzieci ani ich rodziców?” Tak mówiono o serii „Był sobie człowiek”. W przypadku „Było sobie życie” twierdzono, że „te wszystkie rzeczy, które ruszają się w ludzkim ciele napedzą tylko dzieciom strachu” itd. Za każdym razem były to całe lata walki, zanim udało się doprowadzić do emisji naszych animacji. A dzisiaj? W dalszym ciągu wszystkie, nawet te mniejsze, stacje telewizyjne starają się o prawo do emisji naszych serii, które w tej chwili są już klasykami. FR3 emitował serię „Był sobie człowiek” 47 razy! Nikomu nie udało się pobić tego wyniku. W dalszym ciągu sprzedajemy też duże ilości książek i płyt DVD.
Pańska wytwórnia PROCIDIS wydała ostatnio kolejną serię filmów animowanych – „Zooriginaux”. Czy również Pan uczestniczył w jej powstawaniu? Czy ta seria kontynuuje ideę animacji „rozrywkowo-edukacyjnej”? „Zooriginaux” powstały w okresie mojego odpoczynku od pracy. W żaden sposób nie angażowałem się w ich powstawanie – ten czas wykorzystałem, między innymi, na napisanie kilku książek. Ostatnia Pańska seria „Byli sobie wynalazcy” powstała 10 lat temu, w 1996 r. Czy możemy liczyć na to, że zobaczymy jeszcze jakie? nowe animacje z serii „Było sobie...”? Zaczęliśmy już prace nad nowymi animacjami z serii „Było sobie...”, nad moim kolejnym „dzieckiem”. Tym razem tematem będzie środowisko naturalne i ekorozwój. To trudny, obszerny temat, który mnie pasjonuje i bulwersuje zarazem. Bulwersuje mnie obojętność świata wobec tego, co stanie się z naszą biedną Ziemią i jaką ją zostawimy naszym dzieciom. Dziękuję za wywiad.   |