TWÓRCZOŚĆ
SPOŁECZEŃSTWO
GEOGRAFIA
HISTORIA
JĘZYK

Subskrybuj nas przez RSS:


Logowanie
Kino Luca Bessona PDF Drukuj Email
Wpisał: Marek Misiak   
20.08.2007.
Luc Besson - "Angel-A"W czasach, gdy wielu słabiej wyrobionych pod względem gustu i smaku (choć sporo oglądających) widzów kinowych uznaje tylko kino amerykańskie, a do propozycji europejskich odnosi się z dużą nieufnością, wielu recenzentów cieszy się, gdy jakikolwiek film francuski, włoski czy niemiecki (już nie mówiąc o polskim) przebije się na wysokie miejsce w box-office. Najczarniejszego pod tym względem okresu całe szczęście nasze pokolenie już nie pamięta – były to lata osiemdziesiąte. Liczne rozrywkowe produkcje znad Sekwany czy Tamizy bezskutecznie rywalizowały wówczas z amerykańskim kinem akcji. Jednym z ludzi, którzy przyczynili się do poprawy sytuacji w tej dziedzinie był Luc Besson. Szybko okazało się, że jest on nie tylko utalentowanym reżyserem kina komercyjnego, ale również wrażliwym artystą.

Debiut - kino apokaliptyczne

Luc Besson - "Ostatnia walka"Jeszcze jako student szkoły filmowej, w 1981 roku, późniejszy twórca "Leona Zawodowca" zrealizował krótkometrażową "Ostatnią walkę" ("Le dernier combat"). Podczas, gdy każdy z jego kolegów z roku chciał być co najmniej drugim Bergmanem, Besson postanowił zrealizować apokaliptyczne science-fiction. Po dwóch latach udało się znaleźć producenta, zrealizować wersję pełnometrażową i wprowadzić ją do kin. Debiut Bessona, mimo gatunkowej przynależności do science-fiction, ma wszelkie cechy kina awangardowego. Jest to ponura, czarno-biała i pozbawiona jakichkolwiek dialogów opowieść o świecie po wojnie atomowej. Ci, którzy przetrwali, utracili zdolność mowy. Główny bohater (Pierre Jolivet), bezimienny samotnik, żyje w ruinach dawnego drapacza chmur. Buduje prymitywny samolot, aby uciec z okolicy opanowanej przez ludzkie bestie. Po długich przygotowaniach udaje mu się odpalić maszynę i wyruszyć w podróż do miejsca, gdzie być może zachowały się resztki cywilizacji… "Ostatnia walka" nie jest filmem łatwym w odbiorze – to nie kino akcji w stylu "Mad Maxa", a film nastroju i napięcia.

Najbardziej drażniący jest konsekwentny brak dialogów – tylko w jednym momencie pada wypowiedziane szeptem słowo bon… jour. Film przedstawia skrajnie pesymistyczną wizję przyszłości, ale w gruncie rzeczy jest metaforą współczesnego społeczeństwa, gdzie zanikł jakikolwiek głębszy kontakt między ludźmi, a nieliczni wrażliwi próbują ucieczki. Nie jest to może metafora zbyt głęboka, zamknięta jednak w interesującą artystycznie formę. "Ostatnia walka" była pierwszą poważną rolą Jeana Reno (jego wielka kariera rozpoczęła się jednak dopiero od "Wielkiego błękitu"). Sporym zaskoczeniem był występ w roli drugoplanowej Maxa von Sydowa, szwedzkiego gwiazdora uważanego za jednego z wybitniejszych aktorów tamtych czasów (występuje z resztą do dziś).

W podziemiach Paryża

Luc Besson - "Subway"Po tym sukcesie wytwórnia Gaumont dała Bessonowi spory kredyt zaufania. Jego kolejny film, "Subway", powstał już za większe pieniądze. Jest to film sensacyjny, ale znów dający pierwszeństwo nastrojowi przed akcją. Tu jednak jeszcze ważniejsze są postaci - grupa dziwaków, którzy dobrowolnie odcięli się od "normalnego" społeczeństwa lub zostali odrzuceni. Niezwykły obraz ich życia w paryskim metrze (stąd tytuł, subway to po angielsku jedno z określeń na metro) ma w sobie smutną, gorzką poezję. Jednym z nich jest Fred (Christopher Lambert), drobny złodziejaszek. Pewnego dnia kradnie torebkę pięknej kobiecie, Helen (Isabelle Adjani). W torbie znajdują się dokumenty, którą postanawia szantażować bogatą Paryżankę. Szybko jednak zakochuje się w niej i postanawia zdobyć jej miłość. Tymczasem jego tropem podążają dwaj wyjątkowo uparci oficerowie policji: komisarz (Bernard Pollak) i inspektor (Michel Galabru). Fred ucieka przed nimi przez labirynt paryskiego metra, nie przestając starać się o Helen… "Subway" w interesujący sposób łączy realizm (np. w pokazywaniu paryskiego metra z jego gwarem i brudem) z baśniowością - Fred jest wobec Helen jak ubogi pachołek, który zakochał się w księżniczce. Baśniowy, czysto literacki jest zresztą cały wątek miłosny - piękna, bogata kobieta zauważa w końcu mężczyznę swojego życia w szlachetnym przestępcy, a on sam ulega przemianie pod wpływem miłości do niej. Oprócz tego mamy tu niezwykle dynamiczne kino sensacyjne - nieustanne pogonie i ucieczki, sporą ilość zabawnych sytuacji z udziałem zaaferowanych policjantów. Fred jawi się momentami jako ktoś w rodzaju współczesnego Robin Hooda, grającego na nosie stróżom prawa. Zarazem jednak życie społeczności wyrzutków ma w sobie posmak tragizmu - prawdziwe życie toczy się "wyżej, na ulicach". Labirynt metra to mimo wszystko przytulisko, nie sposób na życie. Niejeden młody reżyser pozazdrościłby Bessonowi obsady: obok Christphera Lamberta ("Nieśmiertelny") i Isabelle Adjani ("Królowa Margot") w rolach głównych, pojawiają się tu m. in. Jean-Hughes Anglade ("Nikita", "Królowa Margot"), Michel Galabru ("Żandarm z Saint-Tropez"), Richard Bohringer ("Diwa") czy Jean Reno (w roli bezdomnego muzyka).

Kultowa baśń

Luc Besson - "Wielki błękit"Kolejny film Besson nadał mu status jednego z najważniejszych młodych francuskich reżyserów. "Wielki błękit" ("Le grand bleu", 1988) był wyświetlany w kinach nad Sekwaną przez niemal rok i w oczach wielu, zwłaszcza młodych, ludzi stał się filmem kultowym. Widzowie zachwycali się romantyczną opowieścią o młodym nurku, który tak naprawdę nie przynależy do świata ludzi, wzywa go bowiem "wielki błękit", czyli cisza i piękno morskiej głębi. Dla Jacquesa Mayola (Jean-Marc Barr) morze jest całym życiem, nie wyobraża sobie innego, chociaż jego ojciec zginął w wypadku podczas nurkowania. Mieszkający na tej samej wyspie Enzo Molinari (Jean Reno) jest mistrzem świata we free diving, czyli nurkowaniu bez butli. Jacques, pewny swych umiejętności, postanawia stanąć z nim do zawodów. W międzyczasie poznaje też Johannę (Rosanna Arquette), zakochuje się w niej i staje przed życiowym wyborem: zostać z ukochaną kobietą czy na zawsze pogrążyć się w "wielkim błękicie"... Na pierwszy rzut oka film zachwyca przede wszystkim swoim pięknem. Tonące w błękicie zdjęcia Carlo Variniego rzeczywiście ukazują "inny świat" pod wodą. Elektroniczna muzyka Erica Serry jest spokojna, pełna dźwięków przypominających westchnienia czy piski delfinów – tak, jakby oddawała spokój we wnętrzu Mayola zanurzającego się w "wielki błękit". O dziele Bessona jeden z amerykańskich recenzentów napisał tak: "Ten film jest taki, jak jego bohater - bardzo piękny, ale też bardzo niemądry". Wydaje się, że film stał się kultowy głównie dlatego, że ma bardzo ogólnikowe przesłanie – mówi o niewyrażalnym do końca pragnieniu spotkania z czymś, co przekracza ludzki świat. Jacques Mayol to jakby przybysz z innego świata, tęskniący, nie wiadomo, czy do swojego naturalnego środowiska, czy do czegoś całkowicie odmiennego od ludzkiego doświadczenia. Takie przesłanie bardzo mocno oddziałuje na ludzi młodych, zagubionych w otaczającym ich świecie. Oferuje transcendencję – tyle, że płytką, ogólnikową, nie niosącą tak naprawdę ze sobą żadnych głębszych wartości.

Postmodernizm, przemoc i liryzm

Luc Besson - "Nikita"Dwa lata później Besson zmienił styl, i to właśnie dwa powstałe wtedy filmy wyrobiły obraz jego twórczości wśród widzów, którym nazwisko "Besson" w ogóle coś mówi. Dwa filmy sensacyjne, "Nikita" ("La Femme Nikita", 1990) i "Leon zawodowiec" ("Leon", 1994) operowały przemocą i szybką akcją, zarazem jednak były opowieściami o sile miłości i odkupieniu. Główną bohaterką "Nikity" jest młoda narkomanka (Anne Parillaud), schwytana po prawdziwej rzezi podczas nieudanego napadu na aptekę. Jest zdemoralizowanym zwierzęciem, nakierowanym wyłącznie na zdobycie nowej porcji narkotyku. Skazana na dożywocie za zabicie policjanta otrzymuje propozycję nie do odrzucenia: albo pogodzi się z losem, albo podejmie rzucone jej wyzwanie i zostanie zawodowym zabójcą pracującym na zlecenie ściśle tajnej agencji rządowej. Dziewczyna przechodzi mordercze szkolenie pod okiem sadystycznego opiekuna Boba (Tcheky Karyo) i rozpoczyna nowe życie. Staje się "Josephine" - uwodzicielską i wyrafinowaną maszyną do zabijania. Gdy jednak pokocha ją ujmująco sympatyczny młody mężczyzna (Jean-Hughes Anglade), zatęskni za spokojnym życiem u boku ukochanego… "Nikita" wniosła do francuskiego (i w ogóle europejskiego) kina sensacyjnego zupełnie nową jakość. Okazało się, że po tej stronie Atlantyku również mogą powstawać filmy widowiskowością i perfekcją warsztatową nie ustępujące amerykańskiemu kinu akcji. Co więcej, w Hollywood wątek romansowy służy jedynie jako ozdobnik akcji i ma najczęściej bardzo stereotypowy przebieg. W "Nikicie" skromny kasjer sklepowy zakochuje się w zawodowej zabójczyni, a związek ten zmienia jej stosunek do całego życia. W filmie amerykańskim zawód tajnego agenta przedstawiany jest jako świetna zabawa; tu zarówno Nikita, jak i Bob są przejmująco samotni. Obraz Bessona, choć komiksowy, pokazuje bliskość między ludźmi jako większą wartość. Stosunek Boba do Nikity ma w sobie wiele z miłości, choć trudno powiedzieć, czy jest to tłumione uczucie mężczyzny, czy wymagająca miłość ojca. Komiksowość filmu polega głównie na umowności realiów - tajne więzienie służb specjalnych, sposób funkcjonowania rządowej agencji zatrudniającej zabójców, surrealistyczna ambasada "obcego państwa", której pracownicy ubierają się w jednakowe szare płaszcze, ciemne okulary i kapelusze, czy wreszcie postać "Czyściciela" (Jean Reno), wzięta raczej ze snu niż rzeczywistości. Przemoc w "Nikicie" nie ma jednak, jak w amerykańskim kinie, umownego charakteru; ludzie giną naprawdę, we krwi, cierpiąc. Obecność tak wielu krwawych scen ma przede wszystkim ukazać widzowi, w jakim bagnie tkwi bohaterka.

Luc Besson - "Leon Zawodowiec"Również "Leon zawodowiec" jest przede wszystkim opowieścią o ocalającej sile miłości. Tym razem jest to relacja mniej jednoznaczna – zarazem ojciec-córka i mężczyzna-kobieta. Leon (Jean Reno) to płatny morderca z kodeksem honorowym. Jest najlepszy, jednak pewnego dnia łamie swoje reguły i otwiera drzwi Matyldzie (Natalie Portman), dziewczynce, której skorumpowani policjanci pod wodzą szalonego Stansfielda (Gary Oldman) zabili całą rodzinę. Chcąc nie chcąc, ci dwoje zostają skazani na siebie. Leon uczy Matyldę "fachu", a ta w zamian uczy Leona czytać. Między nimi rodzi się więź, która powoduje, że Leon staje się innym człowiekiem. Zobowiązuje się zabić Stansfielda i jego bandę. Stansfield jednakże jest nieobliczalnym i przebiegłym przeciwnikiem... Bessonowi udało się stworzyć kultowy, pełen przemocy film sensacyjny, który niesie ze sobą jednak konkretne wartości. W przeciwieństwie do nihilistycznego i postmodernistycznego Tarantino, który (choć to tylko moja opinia) w "Pulp Fiction" czy "Kill Billu" gra jedynie z wirtuozerią schematami, Besson mówi o nadawaniu życiu sensu. Leon, choć potrafi mordować bez mrugnięcia, tak naprawdę boi się świata i dopiero Matylda uczy go kochania. Powtarza się tu w pewien sposób relacja z "Nikity": Leon uczy Matyldę swojego fachu podobnie jak Bob, który szkolił Nikitę. O ile jednak tam to nauczyciel-ojciec zakochał się w uczennicy, tu to uczennica zaczyna uwodzić swego mistrza. "Leon zawodowiec" pokazuje, że normy społeczne i kulturowe potrafią być bez znaczenia, że różne instytucje społeczne wypełnia często treść zupełnie przeciwna do formy. Komisariat policji, siedziba Stansfielda, to największa jaskinia bandytów w mieście. To policjanci mordują rodzinę Matyldy, a płatny zabójca jest wybawicielem. W rezultacie podczas finałowej sekwencji szturmu brygady antyterrorystycznej na mieszkanie Leona widzowie wiwatowali za każdym razem, gdy bohater zabijał kolejnego stróża prawa. W tej opowieści miłość liczy się ponad wszystko. Jest to również film bardzo piękny pod względem czysto wizualnym - Nowy Jork w obiektywie Thierry’ego Arbogasta skąpany jest w żółciach i zieleniach (mamy wczesną jesień, więc liście na drzewach zaczynają już żółknąć, żółte są budynki i taksówki, na żółto ubiera się Stansfield, żółte są często tapety w mieszkaniach). Muzyka Erica Serry na przemian liryczna lub budująca napięcie, w finale znakomicie "podsumowana" słynną piosenką Stinga "Shape of my Heart".

W objęciach komercji

Luc Besson - "Pi�ty element""Leon zawodowiec" powstał jako koprodukcja francusko-amerykańska i po jego światowym sukcesie Besson miał do dyspozycji praktycznie nieograniczone fundusze. W 1997 roku zrealizował najdroższy film nakręcony kiedykolwiek w Europie. Amerykańsko-francuski "Piąty element" kosztował 90 milionów dolarów, a fundusze te widać na ekranie (niemal słyszę szelest banknotów…). W ciągu każdych pięciu tysięcy lat Zło Absolutne nawiedza Wszechświat w celu zniszczenia wszystkiego, co żyje. Przed wiekami w obronie wszechświata stawali Mondoshawanowie - dobroczynni kosmici, którzy wynaleśli skuteczną broń przeciw Złu i ukryli ją na Ziemi, w egipskiej świątyni, gdzie przeleżała całe stulecia. Broń ta składa się z pięciu elementów, z których cztery są przechowywanymi w specjalnych pojemnikach żywiołami natury: ziemią, ogniem, wodą i powietrzem. Niech pozostanie tajemnicą, co (a może raczej, kto) jest tym piątym, najważniejszym elementem. Cała nadzieja w pewnym wyjątkowo niesfornym nowojorskim taksówkarzu. Były komandos, Korben Dallas (Bruce Willis) przywykł do wypełniania misji specjalnych, bo klienci jego taksówki często mają co najmniej dziwne potrzeby. Ale nigdy nie podejrzewał, że będzie musiał ratować życie całego globu... O większości filmów Bessona mówi się, że są komiksowe; w tym przypadku jednak nie jest to komplement. Besson napisał pierwszą wersję scenariusza, gdy był jeszcze w liceum – i niestety jest to bardzo widoczne. Za bombastyczną oprawą wizualną nie idzie żadna głębsza treść, a momentami elementarny sens gubi się w orgii efektów specjalnych, eksplozji i kolorów. Połączenie science-fiction i baśni o walce z odwiecznym złem jest niespójne, a wizja przybyszów z kosmosu jako człekokształtnych (i do tego jeszcze mówiących po angielsku) shrekopodobnych stworów – co najmniej infantylna. Wiele pomysłów scenograficznych rzeczywiście olśniewa – szczególnie pełen 500-piętrowych drapaczy chmur Nowy Jork, w którym ruch samochodowy odbywa się w powietrzu (ktoś uważnie obejrzał "Metropolis" i "Łowcę androidów"). Fabuła jednak rozwija się od jednej efektownej kulminacji do drugiej, a przesłanie – miłość jako najważniejszy, piąty żywioł – tu brzmi po prostu banalnie. O ile jednak "Wielki błękit" oferował przynajmniej tajemniczość i wizualne piękno, tu została tylko niesamowita grafika komputerowa, znani aktorzy i absurdalny humor. Jako film rozrywkowy "Piąty element" sprawdza się znakomicie; jako uniwersalna baśń – znacznie mniej.

Luc Besson - "Joanna D'Arc"Dwa lata później Besson zdecydował na kolejną woltę gatunkową, realizując "Joannę D’Arc" (1999) – bardzo nietypowy i, zdaniem wielu, nie do końca udany fresk historyczny o jednej z francuskich bohaterek narodowych. Joanna d'Arc przyszła na świat w roku 1412 w czasie Wojny Stuletniej, toczonej między Francją i Anglią praktycznie przez cały XV wiek. Niejednokrotnie była świadkiem najazdów angielskiego rycerstwa na okoliczne wioski i związanych z nimi ludzkich dramatów. W wieku lat trzynastu nadzwyczaj religijna dziewczynka znajduje miecz. Wkrótce potem ma wizję, która umacnia ją w przekonaniu, że jej świętą, zleconą przez samego Chrystusa misją jest uratować ojczyznę przed najeźdźcą… "Joanna d’Arc" uważana jest za najmniej udany film Bessona. Fabuła wyraźnie rozpada się na dwie słabo pasujące do siebie części: pierwszą, operującą widowiskową i krwawą batalistyką, i drugą, kameralny dramat władzy, manipulacji i walki z samym sobą. Pierwsza część nie wnosi niczego nowego ani do sposobu ukazywania dawnych wojen w kinie, ani do rozumienia historii Francji tamtego okresu. Wizje Joanny mogą być dla wielu widzów zbyt agresywnie, teledyskowi ukazane i - co tu dużo mówić - zwyczajnie kiczowate. Bitwy, zwłaszcza oblężenie Orleanu, pokazano efektownie, nie jest to jednak realizm (jak w "Gladiatorze") ani wrażenie znajdowania się dokładnie w środku wydarzeń (jak w "Królestwie niebieskim"), lecz czysto techniczna perfekcja, na którą jednak patrzymy obojętnie. Okrutna śmierć francuskich i angielskich rycerzy wydaje się często niemal groteskowa. Druga część filmu jest znacznie bardziej interesująca. Uwięziona zdradziecko przez Burgundczyków Joanna usiłuje zachować niezłomnego ducha. W celi zjawia się dziwna postać (grana przez Dustina Hoffmana, którą widzi tylko ona. Postać – nie wiadomo, sumienie Joanny, anioł czy tylko wytwór jej chorego umysłu - rozmawiając z nią, wywołuje w niej wątpliwości, czy wizje miecza i Chrystusa nie były tylko tworem jej wyobraźni. Sugestywnie ukazano też skomplikowane rozgrywki polityczne na francuskim i burgundzkim dworze (znakomite role Johna Malkovicha jako Karola VII i Faye Dunaway jako Jolanty Aragońskiej). Najlepiej aktorsko wypada jednak Milla Jovovich w roli tytułowej. Jej Joanna - prosta wiejska dziewczyna na granicy szaleństwa, obdarzona ogromną charyzmą i wiarą w swoją misję – jest zarazem pomnikowa i rzeczywista. Szkoda, że Jovovich zeszła potem do poziomu "Resident Evil".

Przez kilka kolejnych lat Besson zajmował się wyłącznie pisaniem scenariuszy i produkcją. Angażował się wyłącznie w produkcje czysto rozrywkowe. Samo bowiem jego nazwisko na plakacie ("Luc Besson przedstawia...") gwarantowało sukces kasowy w całej Europie. Można było odnieźć wrażenie, że uważa się już za instytucję i rozmienia swój talent na drobne. Jego scenariusze do filmów akcji są profesjonalne, ale puste w środku jak wydmuszki. O ile jeszcze pierwsza część "Taxi" (1998) operuje również lokalnym kolorytem Marsylii i subkultury młodych ludzi żyjących poza prawem, o tyle "Taxi 2" (2000), "Taxi 3" (2003), "Taxi 4" (2007), "Wasabi" (2000), "Pocałunek smoka" (2001), "Yamakasi" (2001), "Transporter" (2002), "Najlepsi z najlepszych" (2003), "13 dzielnica" (2004), "Transporter 2" (2005) i "Człowiek pies" (2005) są tylko standardowym kinem akcji, operującym schematami fabularnymi, jednowymiarowymi postaciami i popisami kaskaderów jako główną atrakcją. Tylko trzy filmy do których scenariusze napisał w ciągu ostatnich dziesięciu lat Besson (a których nie reżyserował) wyróżniają się czymkolwiek: "Fanfan Tulipan" (2003) to zabawna, mocno postmodernistyczna komedia przygodowa; "Purpurowe rzeki II: Aniołowie Apokalipsy" to równie postmodernistyczny dreszczowiec operujący wątkami spiskowymi niczym z "Kodu Leonarda Da Vinci", tyle, że ze znacznie większym niż w amerykańskiej produkcji dystansem; wreszcie "SEXiPISTOLS" (2006) to komediowy western z Penelope Cruz i Salmą Hayek w rolach głównych.

Powrót do wielkiej formy

Luc Besson - "Angel-A"Po sześciu latach milczenia jako reżyser Besson przypomniał o sobie niezwykłym obrazem "Angel-A" (2005). Włączył się nim w nurt „ożywionych komiksów”, zapoczątkowany przez "Sin City" (2005) Franka Millera i Roberta Rodrigueza. Włączył się filmem poetyckim, zupełnie innym stylistycznie, mimo użycia czarno-białej taśmy, niż amerykańskie mroczne jatki. "Angel-A" to niezwykła opowieść o miłości i poznawaniu siebie. André jest życiowym nieudacznikiem. Zadłuża się u paryskich mafiosów i dlatego też, nie widząc innego wyjścia, postanawia ze sobą skończyć. Jego wybór pada na skok z mostu. Kiedy jest już gotowy zrobić ostateczny krok, dostrzega, że nie tylko on wybrał ten sposób na popełnienie samobójstwa: przy sąsiednim filarze stoi bowiem równie zdesperowana jak on kobieta, która szybko skacze do wody. Mężczyzna postanawia ją uratować. Jej niezwykły wygląd (dwa metry wzrostu, krótkie blond włosy, kusa sukienka) intryguje André. Uratowana, przedstawiająca się jako Angela, postanawia zostać ze swoim wybawicielem z przypadku i spełniać jego zachcianki. Po pewnym czasie kobieta zdradza mu swój sekret: jest aniołem i została wysłana z Nieba na Ziemię z misją pomocy bohaterowi… W przeciwieństwie do poprzednich filmów Bessona nie znajdziemy tu ani gwiazd, ani okrutnej przemocy. Z melancholijnym śpiewem Anji Garbarek w tle bohaterowie krążą po zamglonym, zupełnie nierzeczywistym Paryżu. W świat rodem z czarnego kryminału wkracza nagle baśń - w życiu żebraka zjawia się dobra wróżka, by uwierzył, że jest księciem.

Podstawowe terminy, przy pomocy których opisywana jest twórczość Bessona, to postmodernizm i neobarok. Pierwszy termin oznacza tu łączenie w dowolnych kombinacjach wątków z różnych tekstów i systemów kultury i nadawanie im nowych znaczeń, a przynajmniej burzenie starych. Drugi wskazuje na wybujałość wizualnej formy jego filmów - brutalność, efekty specjalne, stosowane jednak (z reguły) do wyrażenia głębszych treści, a zarazem ogromną dbałość o techniczną perfekcję (staranna scenografia, piękne zdjęcia i muzyka).

Ilustracje:

Do zilustrowania artykułu wykorzystano kadry z filmów Luca Bessona:
- "Angel-A"
- "Ostatnia walka"
- "Subway"
- "Wielki błękit"
- "Nikita"
- "Leon zawodowiec"
- "Piąty element"
- "Joanna D'Arc"


Czytaj na e-Gallo:
Kino Mathieu Kassovitza

dodajdo.com

Marek Misiak
 

PORTAL ISTNIEJE DZIĘKI:

Stowarzyszenie PONTIS

Copyright (C) 2006-2007 Stowarzyszenie PONTIS. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wykonanie serwisu: Grzegorz Gocel - egallo(at)pontis.org.pl, oprogramowanie: Joomla!