18 lipca odbył się w Monako niezwykły koncert niezwykłego człowieka. Henri Salvador, bo o nim mowa, obchodził w Sportingu Monte Carle swoje, bagatela, dziewięćdziesiąte urodziny.
Choć mało znany w Polsce, Henri jest światową gwiazdą od sześćdziesięciu lat. Zdobywca dwóch Victoires de la musique (najlepszy męski wykonawca i album variété roku 2000), autor i kompozytor blisko tysiąca utworów, Henri to przede wszystkim człowiek o bezgranicznym optymizmie i rozpoznawalnym śmiechu. Urodzony 18 lipca 1917 r. w Gujanie z ojca Hiszpana z Guadelupy i matki Indianki z Karaibów, do Francji zawitał w wieku 7 lat. Kilka lat później, oczarowany Duke’iem Ellingtonem i Louis Armstrongiem postanawia zostać muzykiem. Obdarzony niezwykłym talentem rozpoczyna grę na skrzypcach, trąbce i w końcu na gitarze, której uczy się ze słuchu. Początkowo dorabia sobie zabawiając gości w kafejkach, ale jego talent muzyczny i satyryczny szybko zostają dostrzeżone i w wieku 18 lat gra przed paryską śmietanką w Jimmy’s Bar. Współpracuje z Django Reinhardtem, Eddy Southem i Rayem Venturą. To dzięki niemu koncerty cieszą się ogromną popularnością.
Eksplodujący optymizmem, elektryzujący śmiechem, Henri Salvador rozpoczyna światowa karierę. Przez kilka miesięcy 1942 r. rywalizuje w Brazylii z amerykańskimi muzykami śpiewając w ich języku dla tysięcy amerykańskich żołnierzy. Kilka lat później, urzeczeni jego temperamentem scenicznym nowojorscy krytycy nazwą go "Fire Ball". Koncertuje na przemian we Francji i za granicą, miedzy innymi w Stanach, Brazylii, Guadelupie, Japonii, Kanadzie, Włoszech, zawsze przy pełnych salach. Piosenka, od której wszystko się zaczęło to "Maladie d’amour", tradycyjna kreolska przyśpiewka. Kolejne przeboje "Une chanson douce", "Zorro est arrivé", "Syracuse", "Juanita Banana", "Blouse du dentiste", "Rock and roll mops" należą do różnych gatunków muzycznych (blues, jazz, swing, bossa nova, rock, variété, antylską biguine), ale łączy je charakterystyczna nutka ironii i szczypta szyderstwa. Przez dłuższy czas Henri tworzy również dla dzieci i prowadzi telewizyjne show. Wydaje płyty, które zawsze cieszą się uznaniem; "Chambre avec vue" z 2000 r. w kilka tygodni stała się złotą płytą. "Révérence" z 2006 r., to jego najnowsza płyta, w której żegna się ze sceną. Ale nie z muzyką: "Nadal mam głos. Jeśli dane mi będzie ofiarować Francuzom jeszcze kilka ładnych piosenek, będzie wspaniale". Dziewięćdziesięciolatek, który do swych urodzin podchodzi z dystansem, twierdzi: "Dla mnie każdy dzień jest świętem. Czuję się tak samo jak w wieku czterdziestu lat, czyli bardzo dobrze. Nigdy nie piłem, nie paliłem i nie używałem narkotyków. I z tego co widzę, dobrze robiłem".
 Z jego najnowszej płyty pochodzi "La vie, c’est la vie", piękna w swej prostocie a zarazem pełna mądrości życiowej piosenka. Zachęcam do posłuchania, przemyślenia i ...przetłumaczenia na polski. Wszystkie nadesłane propozycje zostaną opublikowane na stronie portalu. La vie c'est la vie La vie c'est la vie Il faut se la vivre Au hasard des jours et au fil des nuits Faut se l'emmener jusqu'à l'autre rive Faut se l'espérer son coin de paradis Quand ça va, ça va Y a pas de problème Quand ça ne va pas Faut se faire une raison La vie c'est la vie Avec ses je t'aime Avec ses chagrins et ses illusions  Ca n'est pas toujours comme on dit tout rose La vie Ca n'est pas non plus comme on dit tout gris La vie Mais c'est un collier de rose et de gris Tout ce qu'on peut dire Tout ce qu'on peut faire La plupart du temps Ca ne sert à rien Tout le monde s'en fout Vaut mieux se la faire Aujourd'hui qui pleure Chantera demain La vie c'est la vie Il faut se la vivre Content pas content Faut s'en arranger Faut se l'emmener Tant qu'on peut la suivre La vie ça se vit Jusqu'à en crever
| Ilustracje: | | Do zilustrowania artykułu wykorzystano zdjęcie Henriego Salvadora autorstwa na stronie francuskiej Wikipedii (autor: Tybaut) na zasadzie licencji Creative Commons Attribution ShareAlike 2.0 |  |